Ze Skopje wyruszyliśmy w dłuższą drogę do wschodniej Serbii, żeby zobaczyć Żelazne Wrota Dunaju. Zachęceni przez autora przewodnika, znaleźliśmy nocleg w miejscowości Donji Milanovac, w Niszu zjechaliśmy więc z autostrady i bardzo malowniczą drogą dotoczyliśmy się wieczorem do celu. Nocleg rezerwowaliśmy za pośrednictwem miejscowego centrum informacji turystycznej. Ponieważ ceny były bardzo atrakcyjne, wybraliśmy najlepszy, „czterogwiazdkowy“ apartament z widokiem na Dunaj. Apartament okazał się być starym mieszkaniem w bloku, nieco trącącym zdechłą myszą, z grzybem w łazience, pajęczynami i grubą warstwą kurzu w każdym kącie, a poza tym był bardzo ładny i kolorowy. I rzeczywiście roztaczał się z niego piękny widok na Dunaj.
Następnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę, żeby zobaczyć zachwalane krajobrazy. Na 60-kilometrowym odcinku aż do miasteczka Kladovo jest kilka naprawdę ładnych momentów, ale przez całą drogę zastanawialiśmy się, czy rzeczywiście są one warte tego, żeby nabijać kilometry. W Kladovie wypiliśmy kawę i … zaczął padać deszcz. W ponurych dość nastrojach wróciliśmy więc do „bazy“, po drodze wpadając do rzymskiej fortecy Diana (która ledwo zauważyliśmy, bo jest oznaczona małą, słabo czytelną tabliczką), zjedliśmy pyszną rybę, która w angielskiej wersji menu była szczupakiem, a w macedońskiej okoniem (i rzeczywiście była okoniem) i poszliśmy spać. Rano wymeldowaliśmy się z apartamentu i wyjechaliśmy w stronę Belgradu, wzdłuż Dunaju. Po 60 kilometrach naszym oczom ukazał się widok, który przekonał nas, że warto było tu przyjechać – twierdza Golubac. Potężne zamczysko nad Dunajem, w którym według legendy (i tabliczki przy źródełku) zginął Zawisza Czarny. Dziś przez środek twierdzy przebiega droga, a przejeżdżające nią ciężarówki ocierają się o bramy zamku (widzieliśmy to na własne oczy). Budowla jest imponująca, dobrze zachowana i można się rozmarzyć, jak to kiedyś rycerze w upalne dni wskakiwali sobie do Dunaju.
Podsumowując – park narodowy Derdap trochę nas rozczarował, pewnie dużo lepiej byłoby go zobaczyć z pokładu statku, ale niestety po stronie serbskiej takie wycieczki odbywają się wyłącznie w soboty, czego dowiedzieliśmy się już na miejscu. Podobno po stronie rumuńskiej wygląda to zupełnie inaczej, ale to już temat na inną wyprawę…