Bez wątpienia najbardziej turystyczne miejsce w Macedonii. Bez wątpienia też najpiękniejsze. Położone na zboczach wzgórza, nad brzegiem Jeziora Ochrydzkiego, krystalicznie czystego, bo zasilanego jedynie przez podwodne źródła; od 1980 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
2400 lat historii, piękna architektura, cerkwie, freski, najlepiej zachowany rzymski amfiteatr w Macedonii (odkryty przypadkowo podczas wykopywania fundamentów pod domy w czasach nowożytnych), pięknie odrestaurowana twierdza cara Samuela – to wszystko i tak nie oddaje niepowtarzalnego klimatu Ochrydy i powodów, dla których chce się tam wracać. Tym razem postanowiliśmy skorzystać z tzw. Free City Tour i razem z bardzo sympatycznym i kompetentnym przewodnikiem o orientalnie brzmiącym imieniu Dzengys udaliśmy się na trasę zwiedzania, razem z kilkoma osobami, wśród których byli też Polacy! Dowiedzieliśmy się m.in., że w ostatnim czasie prowadzono odwierty geologiczne w jeziorze, w wyniku których znaleziono w dnie osad z wybuchu Wezuwiusza, podejrzewa się, że pod Jeziorem Ochrydzkim jest jeszcze jedno jezioro, a w pod górami Galičica kolejne… Zobaczyliśmy też fragmenty rzymskiej drogi (znajdującej się pod chodnikami), po której nieświadomi tego faktu codziennie chodziliśmy, poznaliśmy skrót na plażę Kaneo i wysłuchaliśmy opowieści o budowaniu tożsamości narodowej wśród Macedończyków. Informacje o tej i innych wycieczkach po Ochrydzie dostępne są w wielu miejscach w mieście – polecamy!
Tradycyjnie okazało się również, że świat naprawdę jest mały – uliczny sprzedawca, od którego kupowaliśmy balon, zapytał nas po polsku, skąd jesteśmy i od słowa do słowa doszliśmy do tego, że… mamy wspólnych znajomych! Jakby tego było mało, w ostatnim dniu przed wyjazdem poszliśmy obejrzeć występy zespołów folklorystycznych odbywające się w ramach festiwalu Ohridsko Sunce i nagle otoczyły nas polskie zespoły – z Niska, Lublina i Kościerzyny…
Porównując z ubiegłym rokiem zauważyliśmy, że w mieście jest znacznie więcej turystów, również z Polski (co da się odczuć – trudno przejść głównym bulwarem), wzrosły też ceny jedzenia i zakwaterowania. Jednak wystarczy zejść z głównych szlaków i można poczuć spokój i ciszę, a pomimo wzrostu cen wciąż nie jest tak drogo jak bywa nad polskimi wodami (zwłaszcza w stosunku do atrakcyjności miejsca). I uwaga na pstrąga – pstrąg ochrydzki jest pod ochroną, więc w restauracji go nie dostaniemy. Wiele lokali ma w karcie coś, co nazywa się „pstrąg po ochrydzku”, ale nie dajmy się oszukać – jest to najczęściej pstrąg sprowadzany z Mavrova, które było kolejnym etapem naszej podróży.
Jeśli będziecie w Ochrydzie, polecamy przepłynięcie na drugą stronę jeziora do Sv. Neum (zwykle ok. 10-11tej wypływa statek, wraca ok. 17-18tej). Na miejscu można zobaczyć piękną cerkiew i klasztor, park z pawiami przechadzającymi się wśród turystów, zanurzyć rękę w bardzo zimnej wodzie z miejscowego źródła (bo wątpię, czy coś innego zdołacie zanurzyć!), zasilającego w tym miejscu jezioro, zjeść coś z pięknym widokiem lub poplażować.
Postanowiliśmy tym razem nie wracać do Skopje główną drogą, ale przejechać wzdłuż granicy z Albanią. Po drodze przejechaliśmy przez Strugę. Zauważyliśmy tu podobną atmosferę do tej obecnej m.in. w czarnogórskim Ulcinju czy macedońskim Tetovie. Odczucie to towarzyszyło nam właściwie podczas całej tej trasy – samochody stojące na środku drogi, bo akurat kierowca zapragnął porozmawiać z przechodzącym kolegą, pasące się wzdłuż i na drodze (asfaltowej!) krowy, pomiędzy którymi usiłowaliśmy przejechać kilka razy tego dnia, śmieci na poboczu i w punktach „widokowych”, wrażenie ogólnego zaniedbania… Ale sama trasa rzeczywiście widokowa, prowadząca doliną rzeki, wzdłuż pasm gór i wzgórz oraz… niedawno odremontowana